Rano poszłam na trening. Nie miałam za bardzo siły na wymyślanie ćwiczeń siłowych, poza tym od kilku dni zmagam się z bólem kolan, dlatego wybrałam maszyny i lekkie cardio. W końcu zabrałam się za box jumpy, które planowałam zrobić od dobrego tygodnia. W ostatnim powtórzeniu coś mi nie wyszło i spadłam na piszczel, po czym przejechałam nim po krawędzi skrzyni. Momentalnie wszystko spuchło, a pod skórą zrobił się krwiak. Gdyby kózka nie skakała to by nudne życie miała ;)Trening:
orbitrek 5'
rozgrzewka
kilka serii podciągania, odwodzicieli i przywodzicieli
box jumpy 5x10 (+ ostatni pechowy)
wiosłowanie na ergometrze 1600m
bieg 1 km
Jadłospis:
śniadanie (ok. 8.00) - kawa kuloodporna
drugie śniadanie (ok. 11.30) - 2 jajka, boczek, dwa kawałki kurczaka
obiad (ok. 18.30) - ziemniaki, mięso mielone w sosie pomidorowym
kolacja (ok. 23.00) - winogrona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz