Wczorajszy dzień nie był taki, jak sobie zaplanowałam. Nie wstałam rano na trening, ale mogę się tłumaczyć tym, że mięśnie nóg wręcz błagały o rest day ;)
Rano ogarnęłam mieszkanie i około południa pojechałam do rodzinnego miasta, żeby w końcu zobaczyć rodziców. No i z tej okazji przytrafił mi się mały, malutki cheat meal, ale głupio siedzieć tam przy rodzinnym stole i odmawiać lodów, skoro wszyscy dookoła jedzą. Wieczorem wróciłam do siebie i szybko poszłam spać, żeby dzisiaj nie mieć problemów ze wstaniem na trening :p
Poza tym nie jest źle z dietą. Początkowe problemy z brakiem cukru minęły i coraz poważniej zastanawiam się nad odstawieniem owoców. Boję się tylko tego, że w przypadku ochoty na słodycze, już niczego słodkiego nie będę mogła zjeść. Do tej pory słodycze zamieniałam po prostu na owoce.
Mój jadłospis:
![]() |
drugie śniadanie (ok. 13.00) - pomidor z mozzarellą (50g) i przyprawami
obiad (ok. 14.00) - zupa pomidorowa z ryżem
podwieczorek (ok. 16.30) - deser Hipp (maliny i jabłka z kleikiem ryżowym), bo w domu im zbywało (na zdjęciu obok)
deser (ok. 19.00) - lody
kolacja (ok. 22.00) - czarne porzeczki (200g) ze śmietanką 30% ubitą z białkiem waniliowym
No i to by było na tyle. Jutro do pracy, już nie będzie tak miło ;)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz