wtorek, 26 lipca 2016

Dziennik dietetyczny 24.07.2016.

To był dziwny dzień. Trzeci dzień z rzędu w pracy, tym razem na popołudniową zmianę. Rano postanowiłam iść na trening. Wypiłam sobie kawkę, zaczęłam się pakować i w pewnym momencie zauważyłam brak stanika, a przecież chwilę wcześniej miałam go w ręce. Był to jedyny czysty stanik sportowy na stanie. Szukałam 30 minut, byłam zła jak osa. Wiedziałam, że już nie zdążę zrobić treningu. Cały plan dnia szlag trafił. Oczywiście stanik znalazł się, jak tylko przestałam go szukać.

Jadłospis:
śniadanie (ok. 8.30) - kawa kuloodporna z białkiem truskawkowym
drugie śniadanie (ok. 12.00) - omlet z dwóch jajek
posiłek przed pracą (ok.13.00) - koktajl malinowy
obiad (ok. 20.00) - leczo (drugi i ostatni słoik od babci
cheat meal (ok.23.00) - flap jack (baton owsiany)

To jest ten dzień, kiedy człowiek nie zdąży nabrać ochoty na nic niezdrowego, bo cały czas jest w biegu. Szkoda tylko, że nie udało mi się pobiegać na treningu ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz