Wczoraj wzięłam się w garść i ogarnęłam miejsca w moim mieszkaniu, które o to błagały od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie miałam ochoty, żeby tam posprzątać ;)
Potem poszłam na zakupy. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy dowiedziałam się, że firma, w której od lat kupuję staniki, zbankrutowała. Tak, chodzi o Atlantica. Przeszłam dwie galerie wzdłuż i wszerz szukając rozmiaru 65C. Nic, nigdzie. Tragedia. W końcu gdzieś na szarym końcu znalazłam sklep Dalia, gdzie udało mi się upolować dosyć babciny biustonosz (jedyny pasujący) w rozmiarze 70D. Zawsze sądziłam, że mam małe piersi, a tu nagle miseczka D.
Poza tym kupiłam sobie całkiem fajną letnią sukienkę w Stradivariusie i zwykły biały t-shirt z nadrukiem w Reserved.
Przymierzałam dziesiątki rzeczy w kilkunastu sklepach i w ostatnim czasie mam problemy z kupowaniem sobie ciuchów. W czym tkwi problem? Postanowiłam, że nie będę kupować ubrań, z których nie jestem w 100% zadowolona. Jeszcze w zeszłym roku kupiłabym przynajmniej 5 innych rzeczy, z czego dwie leżałyby w szafie, czekając na swoją kolej. Która miałaby nigdy nie nastąpić. Muszę poszukać dobrego lumpeksu. Moje zasoby gotówki są ograniczone, a szafa po ostatnich porządkach świeci pustkami. I kiedy mówię, że nie mam się w co ubrać, to ja naprawdę nie mam się w co ubrać :p
Ok, a zatem mój wczorajszy jadłospis:
śniadanie (ok. 9.00) - kawa kuloodporna z białkiem waniliowym
drugie śniadanie (ok. 13.00) - 2 jajka sadzone na smalcu, mozzarella z bazylią i pieprzem (75g) i 6-7 grubych plastrów świeżego ogórka
podwieczorek (ok. 17.00) - maliny (250g)
posiłek przed treningiem (ok. 19.00) - ryż (60g) z mięsem mielonym (125g) w sosie pomidorowym
posiłek po treningu (ok. 22.00) - czarna porzeczka (200 g)
Moja dieta wczoraj była całkiem ok. Martwi mnie jednak złe samopoczucie po zjedzeniu owoców. Mam nadzieję, że to nie jest problem z trawieniem fruktozy. Muszę na jakiś czas odstawić owoce i sprawdzić to albo odłożyć pieniądze na testy nietolerancji pokarmowych, bo moja twarz nadal nie jest w zadowalającym stanie i wiem, że to coś z żołądka negatywnie wpływa na stan mojej cery.
Trening:
Wieczorem naszła mnie ochota i poszłam pobiegać. Czułam się całkiem dobrze, tylko mój układ oddechowy nie dawał momentami rady ;) Najpierw oczywiście odpowiednio się rozgrzałam (wszystkie stawy, a w szczególności kostki). Według endomondo udało mi się przebiec 3 km w 17 minut ze średnią prędkością 10,1 km/h.
I tak właśnie zrodził się mój motywacyjny cel. Opowiedziałam mojemu bratu, który biega szybciej i dalej, o tym jak mi dzisiaj poszło. Wymsknęło mi się, że za 2 tygodnie przebiegnę 5 km, więc... treningi czas rozpocząć :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz