To był pierwszy z trzech wolnych dni. Miałam cały dzień dla siebie, zero obowiązków. To jest coś czego stanowczo nie lubię. Trudno mi wstać, zebrać się w sobie i zacząć działać. A co najgorsze, moja "to do list" świeci pustkami (pomimo tego, że plan na ten rok wypełniony po brzegi - magia).
Postanowiłam sobie odpuścić i trochę odpocząć, bo ostatnio bywam bardzo zestresowana (przyczyna: nowa praca). Przez pół dnia leżałam i oglądałam dr House'a. Na stronie weeb.tv leciała akurat ostatnia seria, nie mogłam sobie odmówić. Niestety już wcześniej dowiedziałam się, jaki będzie koniec serialu. Mimo to na pogrzebie House'a płakałam jak głupia :p
Potem zrobiłam się na człowieka i poszłam na trening. Od kiedy wprowadziłam nową dietę, bardzo spadła moja treningowa motywacja. Minęło jakieś 5 tygodni od moich ostatnich regularnych treningów (nie licząc wyjazdu w góry, który był jednym wielkim tygodniowym treningiem). Właśnie ten wyjazd w góry motywował mnie wcześniej do ciężkiej pracy. Wiedziałam, że muszę być silna, żeby dojść tam, gdzie chcę.
Bikini body raczej mnie nie interesuje, więc muszę znaleźć sobie jakiś wartościowy cel, który będzie możliwy do zmierzenia.
A jak tam moja dieta?
śniadanie (ok. 9.00) - placki z jabłkami (zero cukru, niestety na mące pszennej)
obiad (ok. 13.00) - makaron w sosie śmietanowym z kurkumą, cebulą i schabem pokrojonym w kostkę (znowu te węglowodany!)
posiłek przed treningiem (ok. 18.00) - kurczak z przyprawami (125g) i surówką z marchewki
posiłek po treningu (ok. 22.00.) - białko o smaku truskawkowym i znowu kurczak z marchewką
Nie jest źle. Założenia diety spełnione, jednak nie podobają mi się węglowodany, szczególnie poranna mąka. Ale co zrobić, przecież to jest taaakie pyszne <3
Mój trening:
3' orbitrek (zawsze robię 5', ale tym razem maszyna skrzypiała i już miałam dosyć)
rozgrzewka
WOD:
4 rundy
clean and jerk
rowing
back squat
45s work 15s rest (całość robiona ze sztangą fitnessową z obciążeniem 7,5 kg)
wyciskanie sztangi w leżeniu na ławce poziomej 3 serie po 10 powtórzeń (10 kg + ciężar sztangi)
odwodziciele na maszynie: 5 serii z rosnącym ciężarem (od 11 do 25 kg) ilość powtórzeń 15-12-9-6-3
na koniec 1 km na bieżni (prędkość 9 km/h)
Szału nie ma, ale cieszę się, że w ogóle wzięłam się za to. Teraz idą cieplejsze dni, przez co jeszcze mniej chce mi się pocić na siłowni. Mam nadzieję, że ten blog zmotywuje mnie do tego.